Kolejny dzień, wydawałoby się, że jest taki jak zwyczajny, wykonanie codziennych czynności np. Wstanie z łóżka, powinno być najmniejszym kłopotem z jakim zmagamy się praktycznie codziennie.
Ten dzień tak jak każdy jest dla mnie nadzwyczaj przytłaczający.
Nie każda bajka kończy się dobrze. Moja też nie.
Niekiedy jedna minuta może zadecydować o czyimś losie. Ta minuta zmienia zakończenie ze złeg na dobre i z dobrego na złe.
Kiedyś byłam inna, tamtego czasu za każdym razem gdy stawałam przed lustrem widziałam pewną siebie, młodą kobietę z iskierkami błyszczącymi w oczach. Byłam szczęśliwa, wydawać się może, że sama wybierałam swój los. Nigdy nie miałam złej oceny, nawet gdy się nie uczyłam, nigdy nie złamałam ręki czy tam nogi. Przynosiłam każdemu szczęście jak czterolistna koniczyna, aż do pewnego czasu. Dla mnie ten oto czas stanął w miejscu. Stałam jak kołek nie śmiąc się ruszyć gdy chłopak, a nawet młody mężczyzna z hipnotyzującymi zielonymi oczami rozrywał moje ubrania chcąc mnie zgwałcić. Kiedyś nazwałabym to wykorzystaniem seksualnym, ale po tym co przeszłam nie boję się wypowiedzieć żadnego słowa. Do teraz pamiętam w jego wzroku pożądanie. Potem pamiętam już tylko ból.
*Retrospekcja*
Wracałam z imprezy. Nigdy nie byłam schlana, nie potrafiłam zrozumieć moich wiernych przyjaciółek, które przy każdej okazji wychodziły do klubów, aby się dobrze napić próbując zaciągnąć mnie ze sobą. Niekiedy im się udawało, a to był jeden z tych właśnie dni. Nie wiem czemu się zgodziłam, już od początku miałam dziwne przeczucie, że ten wieczór nie skończy się dobrze.Dobrze myślałam. Na początku wszystko zapowiadało się dobrze. Klub. Impreza. Kilka drinków. Taniec. Śmiech. Muzyka
Wszystko tam było. Nawet jeśli nie lubiłam imprez ta mimo wszystko była dobra.
Bawiłam się z dziewczynami do trzeciej rano, aż w końcu stwierdziłam, że jeśli nie chcę być schlana do trupa i obudzić się jutro na podłodze nie wiadomo gdzie, to dobrze byłoby się zebrać się do domu. Ruszyłam na parkiet, aby przekazać moim poruszającym się w takt muzyki przyjaciółką, że już lecę.
-Ej, dziewczyny! Ja już spadam do domu.- pokazały mi uniesione w górę oba kciuki, jednak wiedziałam, że wolałyby żebym została. No, ale cóż. Uśmiechnęłam się do nich, po czym okręciłam się na moim wysokim obcasie kierując się do wyjścia. Nie miałam wtedy pojęcia, że to będzie mój ostatni niewymuszony uśmiech.
Niesamowite jest to jak bardzo, jedna napotkana osoba może cię zniszczyć. Ciebie i twoje życie. Szkoda, że nie zauważyłam cienia pojawiającego się od czasu do czasu za mną w drodze powrotnej, albo nie zwracałam szczególnej uwagi na ciche szmery za mną. Nie zwróciłam nawet uwagi na śmiech, który wcale nie zwiastował nic dobrego. Dopiero gdy wszystko ucichło i słyszałam jedynie bicie własnego serca i tupot obcasów o chodnik zauważyłam, że coś jest nie tak. Spuściłam głowę w dół patrząc jak idę. Włosy zasłoniły większość twarzy dlatego dopiero gdy zderzyłam się z kimś zrozumiałam, że mój samodzielny powrót był błędem.
-Oj mała, mała nie wiesz w co się wpakowałaś.-Złapał mnie za ramię i powiedział niby od niechcenia, ale jednak w jego głosie igrała nuta ostrzeżenia.
-Odpierdol się ode mnie-powiedziałam pewnie nie wiedząc, że wplątałam się w jeszcze większe bagno.
-Uważaj na słowa-warknął i popchnął mnie na ścianę. Już wiedziałam. Wiedziałam, że to co powiedziałam było zbędne. Może zostawiłby mnie w spokoju? Na to też by były nikłe szanse, ale nie będę się bawiła w "Co by było gdyby..."
Chłopak kipiał ze złości jednak nie przeszkadzało mu to w rozdzieraniu mojego płaszcza, którego... no już nie miałam na sobie. Byłam jak z kamienia. Nie krzyczałam, nie błagałam o pomoc. I tak nikt by mi nie pomógł.
Zielonooki zaczął mnie całować po szyi i dekolcie, a ja nic nie mogłam na to poradzić. Przecież dysponował o wiele większą siłą!
Potem wszystko działo się jak we mgle, chłopak ściągnął spodnie do kolan. Czułam, że przed moimi oczami pojawiają mi się mroczki. Teraz to nic mnie nie uratuje, a przed chwilą miałam jeszcze cień nadziei.
Po chwili już nic nie widziałam... czułam tylko ból. Wydałam z siebie krzyk. Zapadła ciemność.
*Koniec Retrospekcji*
***
Oto prolog nowego opowiadania.
Mam nadzieję, że się spodoba
Komentujcie proszę!
Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy
Oto prolog nowego opowiadania.
Mam nadzieję, że się spodoba
Komentujcie proszę!
Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz